List otwarty do ubezpieczonych w ZUS
Niesamowite są dni, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że to, co robię, może przynieść korzyść innym. Fascynuje mnie praca archeologów i ludzi, którzy odnajdując "ikony przeszłości" nadają im ponownie blask, pozwalając odżyć na nowo i fascynować swoim pięknem i funkcjonalnością.
Prawdę powiedziawszy to, co w tej chwili robię za pośrednictwem tego wpisu, dalekie jest od czynności opisanej powyżej. Jednakże chciałbym przy okazji podziękować jednemu z moich partnerów biznesowych, ponieważ dzięki niemu poczułem się jak swojego rodzaju "e-odświeżacz" i proszę nie mylić z odświeżaczem do WC lub tym podobnym produktem.
Otrzymałem e-mail, którego załącznikiem był list otwarty skierowany do osób ubezpieczonych w ZUS, napisany w listopadzie 2006 roku. Jego autorem jest dr Robert Gwiazdowski, który od marca 2006 roku do września 2007 roku jako przedstawiciel Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej przewodniczył Radzie Nadzorczej ZUS. Pan Robert jest polskim prawnikiem i ekonomistą, komentatorem gospodarczym, ekspertem w dziedzinie podatków w Centrum im. Adama Smitha, doktorem habilitowanym nauk prawnych.
W prawdzie nie jest to stary rękopis i nie trzeba go delikatnie odkurzać pędzelkiem, może to i szkoda, bo prawdopodobnie nadałby jeszcze większej rangi problemowi który dotyczy każdego z nas. Uznałem, że segregator – ZUS jest idealnym miejscem, w którym powinien on się znaleźć.
"Odkurzony" – pewnie zapomniany przez wielu, do większości zapewne nigdy nie dotarł, a powinien przeczytać go ZE ZROZUMIENIEM każdy "ubezpieczony" w ZUS – odnoszę dziwne przeczucie, że dotyczy on całego naszego społeczeństwa.
"Drodzy Ubezpieczeni,
Agresję wielu z Was wywołały moje słowa, żeby nie liczyć na emerytury z ZUS. Jest ona o tyle zrozumiała, że politykom udało się wam wmówić, że jesteście „ubezpieczeni”, płacicie „składki” i w ten sposób „oszczędzacie” na własne emerytury. Tymczasem Wasze pieniążki, które co miesiąc pod przymusem i groźbą kary pozbawienia wolności, są Wam pobierane pod mylącą nazwą „składki ubezpieczeniowej” są po prostu ordynarnym podatkiem celowym, przeznaczanym prawie w całości nie na Wasze przyszłe emerytury, tylko na wypłatę świadczeń dla aktualnie je otrzymujących emerytów i rencistów. W związku z tym w ZUS-ie nie ma w ogóle żadnych pieniędzy. Nie ma ich też w OFE. Nie mogą one inwestować za granicą. Nie mogą też kupować nieruchomości w Polsce. Dlatego na wzroście cen polskich nieruchomości zarabiają emeryci holenderscy i niemieccy, bo ich fundusze emerytalne mogą inwestować bezpośrednio w nieruchomości w Polsce i właśnie to robią.
Tymczasem 60% środków, które ZUS przekazuje do OFE, lokują one w „bezpiecznych” i „dobrze oprocentowanych” obligacjach skarbowych. A Skarb Państwa przekazuje je… z powrotem do ZUS, żeby starczyło na dzisiejsze wypłaty. A i tak nie starcza, więc ZUS zaciąga kredyt komercyjny w bankach!!! A skąd będą pieniądze, na spłatę tych kredytów i na wykup obligacji??? Wy je zapłacicie moi drodzy ubezpieczeni i Wasze dziatki (o ile oczywiście zdecydujecie się je spłodzić) w postaci wyższych podatków w przyszłości. Bo skąd Skarb Państwa weźmie pieniądze na wykup tych „dobrze oprocentowanych” obligacji i na kolejną dotację do ZUS na spłatę zaciągniętych kredytów? Od „ubezpieczonych” podatników je weźmie. Zapłacicie więc odsetki od swoich własnych pieniędzy, które dziś są Wam odbierane na „ubezpieczenie”.
System państwowych ubezpieczeń emerytalnych to, jak pisał zmarły przed kilkoma dniami Milton Friedman, „łańcuszek świętego Antoniego”. Płacimy dziś na emerytury naszych dziadków i rodziców w nadziei, że nasze dzieci i wnuki będą płaciły na nasze. Problem tylko w tym, że dzieci robimy coraz mniej – no bo przecież na swoje emerytury właśnie „oszczędzamy” w ZUS i w OFE. Więc po co nam dzieci? Nie mamy zresztą za dużo pieniędzy na ich utrzymanie, bo przecież połowę wynagrodzenia zabiera nam… ZUS!!! A te, które w przypływie nierozwagi spłodziliśmy, posłuchały, zdaje się, rady Pana Prezydenta i „spieprzają” do Londynu.
I tak sobie myślę, że ktoś musi to wam uświadomić. Już w 1999 roku, jak zaczynała się reforma emerytalna, Krzysztof Dzierżawski napisał o reformie artykuł: „Fakty. Mity. Sofizmaty.” Nie było jednak wówczas zbyt wielu chętnych, żeby go opublikować. Nic dziwnego! OFE wydawały wówczas 2 miliardy złotych na reklamę palm, pod którymi będą wypoczywali emeryci, jak się do nich zapiszą. Dziś już chyba wiadomo, że to była tapeta na ścianie, a nie żadne Hawaje."
Treść listu dla wielu osób może wydawać się kontrowersyjna, może rzeczywiście tak jest. Pewnie mieszane uczucia wzbudza także to, że został napisany przez kogoś, kto w tym czasie pełnił ważne stanowisko w instytucji, o której pisał. Dla mnie jest on potwierdzeniem tego, o czym mówi się od dawna, a o czym wielu nie chce słuchać oczekując, że problem rozwiąże się sam. Naszych pieniędzy w ZUS nie ma i nie będzie, a sama instytucja musi kiedyś zbankrutować, ponieważ nie można generować strat bez końca i chyba nie ma państwa na świecie, które stać na utrzymywanie takiej działalności.
Mam nadzieję, że miejsce w którym umieściłem ten list pozwoli dotrzeć do niego jeszcze wielu ludziom. W końcu to, co zostało napisane kilka lat temu, jest takie aktualne i z perspektywy czasu wyraźnie widać jakże oczywiste.
Wnioski? Wnioski każdy wyciągnie sam! Co z tym zrobić? Myślę, że trafną odpowiedzią są słowa amerykańskiego przedsiębiorcy:
Nie szukaj błędu – szukaj naprawy. – Henry Ford
Stawiając przysłowiową kropkę nad "i", dołączam także artykuł z tygodnika Wprost:
ZUS zbankrutuje za 9 lat
2006-11-28 17:46
"Fakt" zapowiada katastrofę: ponad 10 milionów ludzi, którzy w 2015 roku będą klientami Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, zostanie bez pieniędzy. Gazeta twierdzi, że ten zbiurokratyzowany moloch, który już teraz ściąga ogromne składki, wypłacając w zamian głodowe świadczenia, za 9 lat zostanie zupełnym bankrutem. "Fakt" powołuje się na szefa Rady Nadzorczej ZUS Roberta Gwiazdowskiego, który mówi, że w 2015 roku jego firmie grozi poważny kryzys finansowy. Istnieje ryzyko, że nie będzie z czego wypłacać pieniędzy emerytom. Są tego przynajmniej dwie przyczyny, twierdzi "Fakt". Pierwsza to taka, że obecnie płacone składki tylko w teorii wędrują na indywidualne konta przyszłych emerytów. W praktyce te pieniądze przejadają obecni klienci ZUS. A druga, to fakt, że w 2015 roku na emeryturę przejdzie pierwszy powojenny wyż demograficzny i liczba emerytów wzrośnie o 60 proc. Sytuację miał ratować Fundusz Rezerwy Demograficznej. Okazał się on jednak – jak określa "Fakt" – gigantyczną klapą. Do 2009 roku miał dysponować ok. 20 mld złotych. Jak dotąd zgromadził zaledwie 1,5 mld. Co radzi Gwiazdowski? – oszczędzać na czarną godzinę. Człowiek, który przez 40 lat będzie odkładał 150 zł miesięcznie uciuła w tym czasie ponad pół mln zł i nie będzie musiał się oglądać na ZUS – czytamy w teście "ZUS zbankrutuje za 9 lat". Źródło: http://www.wprost.pl/ar/?O=97260